Rekolekcje z Hiobem / Spotkanie 2 / MATERIALNA RUINA

0
Rekolekcje z Hiobem / Spotkanie 2 / MATERIALNA RUINA

Hi 1, 13-21

 

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata,  przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». 

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». 

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». 

Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».

Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł:

Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę.

Dał Pan i zabrał Pan

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!


 

MATERIALNA RUINA

„Słuchajcie, słuchajcie mej mowy […]” (Hi 21, 2a) – woła Hiob do swych przyjaciół. Brzmi to jak zapowiedź proroczych słów sięgających w daleką przyszłość – aż po nasze czasy i po pokolenia, które po nas nastąpią. Krzyczący w swym bólu Hiob, być może nawet nie zdaje sobie sprawy, że jego słowa z upływem czasu nie stracą nic ze swej aktualności; że wsłuchiwać się w ich treść będą ludzie, którzy podobnie jak on, czują się życiem zdruzgotani – dotknięci stratą dóbr i osób bliskich, pokryci ranami, celnie ugodzeni; ludzie, których poraziło nieszczęście niezrozumiałe i gorszące, którym przyszło cierpieć aż do granic ludzkiej wytrzymałości.

Moglibyśmy przytaczać mnóstwo takich wydarzeń, które spadają na nas jak grom z jasnego nieba. Zarówno te o zasięgu globalnym, które tym światem wstrząsają, ale i te niby małe, o których świat nie słyszy, ale które dotykają konkretnego człowieka i jego rodzinę. Często to właśnie one są przyczyną ogromnej traumy i ostrych kryzysów. Ktoś współczujący powie wtedy, że życie przyniosło hiobową wieść, że człowiek ten jest biedny jak Hiob, samotny jak Hiob, albo ma hiobową cierpliwość. Czyha tu straszne niebezpieczeństwo – poczucie bezradności czy beznadziejności, utrata sensu i celu życia, niepokój, lęk i depresja, a bywa że leki, alkohol, narkotyki, autoagresja, a nawet samobójstwo. Osoby drogie się odwracają, dawni przyjaciele już nie rozumieją, w pracy zawodowej – dotkliwe konsekwencje. A przecież człowiek tym bardziej potrzebuje wtedy pomocy – zarówno tej przyjacielskiej, jak i fachowej – poszukuje zrozumienia, cierpliwego wysłuchania i odczucia, że w trudnej dla siebie sytuacji, że w swojej bezradności nie jest sam. Jeśli tak dramatycznym doświadczeniom towarzyszy niezrozumienie, opuszczenie i zupełny brak wsparcia, nietrudno wtedy o krańcową rozpacz wiodącą nawet do śmierci. I wtedy znów możesz ujrzeć Hioba. Może spoglądając w lustro, a może w rysach twarzy żyjącego tuż obok ciebie człowieka – bezradnego i cierpiącego. I usłyszeć dźwięk tego uparcie aktualnego Hiobowego orędzia.

Przypatrzmy się dzisiaj wnikliwiej pierwszej stracie, jakiej doznał Hiob – utracie całego ciężko wypracowanego dobytku. Misternie uknuł szatan tę pierwszą próbę, jakiej miał być poddany Hiob. Nic nie wskazywało, że to właśnie on jest głównym sprawcą cierpienia. Katastrofy spadające na Hiobowy dobytek pozornie harmonizowały z naturalnymi uwarunkowaniami terenów zamieszkałych przez rodzinę Hioba. Południowoarabski szczep Sabejczyków znany z grabieżczego trybu życia napada i zabija sługi i ogromną część Hiobowej trzody. Dziwnie potężne uderzenie pioruna uśmierca trzy tysiące owiec wraz z pasterzami. Równocześnie trzy oddziały aramejskiego szczepu Chaldejczyków zdobywają wielbłądy, a sługi wycinają mieczem. Hiob struchlał, lecz nie wypowiedział ani jednego słowa. Milczał porażony nagłością zdarzeń i ogromem strat. W oka mgnieniu z bogacza stał się biedakiem. Jego prawy umysł nie był w stanie ogarnąć tempa wypadków.

Choć to trudne do pojęcia, to z ust Hioba nie wychodzi żadne słowo złorzeczenia. On milczy, jakby godził się z wyrokami Jahwe. Przecież to, co posiadał, od Boga otrzymał. „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie Imię Pańskie błogosławione!” - powtarzał w głębi swego zbolałego serca.

Czego może nas dzisiaj Hiob nauczyć? Pomyślmy przez chwilę, jak wygląda podejście dzisiejszego człowieka do tego, co ogólnie nazywamy dobrami materialnymi. A przyznać trzeba, że zadziwiająca jest dziś siła, a wręcz magia przedmiotów materialnych. Stanowią jakby «szarą eminencję» naszych codziennych kontaktów społecznych. Goffman powie, że ów rekwizyt na scenie teatru codziennego życia gra na równi z aktorami. Rzeczy materialne – gromadzone, posiadane, cenione, zapełniają przestrzeń w jakiej się poruszamy, pomagają zorganizować życie, stają się pośrednikami w kontaktach z innymi, sprawiają wreszcie przyjemność samą swoją obecnością. Pieniądz uchodzi za symbol życiowej dzielności, kupuje służalczość, zapewnia władzę, swobodę, umożliwia gest. Ludzie proszeni o opis samych siebie, umieszczają rzeczy, które do nich należą, w bliskim sąsiedztwie swoich charakterystyk fizycznych i psychologicznych. Ważne więc jest nie tylko wykształcenie, zdolności, umiejętności, ale także bycie posiadaczem określonych dóbr materialnych. Utrata zaś cenionych dóbr wiąże się niejednokrotnie z poważnym stresem, a nawet głęboką frustracją i smutkiem, porównywalnym z utratą bliskiej osoby.

Bywa dzisiaj nieraz, że człowiek, jakby z odurzonym umysłem, rozgląda się wokoło i dostrzega, że w porównaniu z sąsiadem albo – co gorsza – z wszechobecną reklamą wciąż mu czegoś brakuje, coś jeszcze koniecznie musi zdobyć. Ta szaleńcza pogoń za pieniądzem z ciągle towarzyszącą myślą, że właśnie to przyniesie życiową satysfakcję, sprawia że żyje w taki sposób, jakby nie było już innej liczącej się rzeczy, oprócz pieniądza. Tylko dla pieniędzy trzyma się pracy, której nie cierpi. Mieszka na drugim końcu kraju lub za granicą, z dala od rodziny, przyjaciół, bo tam lepiej płacą. Praca w wielu wypadkach wyczerpuje tak bardzo, że zaczyna brakować siły, aby pomyśleć, co dzieje się w duszy. Przebudzenie zaś bywa straszne w swych skutkach, bezlitosne i okrutne. Widzi, że po raz kolejny dał się oszukać, wykorzystać, wciągnąć w matnię, w której podcięto jego korzenie, pozbawiono tego, co kochał i cenił. Paradoksalnie – o zgrozo! – utracił tych wszystkich, dla których podejmował ten szaleńczy trud, a poczucie nienasycenia i tak nie znalazło swego spełnienia.

Niestety: „Zbyt wielu ludzi aspiruje do szampańskiego stylu życia, mając piwne dochody” – gdzieś to zdanie usłyszałem i zapamiętałem, bo wyraża jakąś prawdę o naszej sytuacji, w której dochody są niestety raczej piwne, aniżeli szampańskie.

Jeśli takiego człowieka spotka nieszczęście utracenia wszystkiego, co posiada, jakże dotkliwa i druzgocąca bywa to strata. A przecież dochodzą do nas raz po raz informacje o tragicznych skutkach klęsk żywiołowych, powodzi, pożarów, uderzenia pioruna, wybuchu gazu czy też oszustwa lub kradzieży, której padliśmy ofiarą. W jednej chwili pozbawia to ludzi dorobku długich lat i drastycznie wstrząsa bytem dotkniętej katastrofą rodziny. Nietrudno wtedy o głęboką depresję, o utratę sensu i celu, a nawet i o akt krańcowej rozpaczy.

To wszystko są Hiobowe straty, których doznaje człowiek żyjący dzisiaj. Jakże bliskie są one wydarzeniom, które miały miejsce w życiu naszego biblijnego bohatera. Hiob jednak, mimo totalnego ogołocenia, w głębi serca powtarzał wielkodusznie: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie Imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1, 21). Szokujące słowa! Nieprawdopodobne! Czy ktoś spośród nas dzisiaj potrafiłoby zdobyć się na taką myśl?

Św. Augustyn powiedział: „Nie mówię: jesteś potępiony, jeśli posiadasz dobra, ale mówię: jesteś potępiony, jeśli na nie liczysz, jeśli duma cię rozpiera z ich powodu, jeśli uważasz się za ważnego z ich powodu, jeśli z ich powodu lekceważysz biednych, jeśli zapominasz o swojej zwykłej ludzkiej kondycji, ponieważ masz wiele więcej rzeczy niż inni”. Oby właściwa hierarchia wartości i roztropna relacja do rzeczy materialnych pozwoliła nam na spokojniejsze przeżywanie ewentualnych strat oraz na takie używanie przedmiotów, które posłuży naszemu rozwojowi i naszej kreatywności. Wtedy – co daj Boże – nie będzie odnosiło się do nas epitafium, które zostało napisane na grobie pewnego skąpca: „Zawsze sumowałem, często mnożyłem, nigdy nie odejmowałem, a wdzięczni wnukowie to wszystko podzielili”.

Bardzo bym chciał – drogi rekolekcyjny Słuchaczu – żeby po tym dzisiejszym spotkaniu pozostały w twoim sercu Hiobowe słowa, bo on – doświadczony życiem – wiedział, co mówi: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie Imię Pańskie błogosławione!”


 

zobacz wersję wideo:

Posłuchaj podcastu:

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl