Rekolekcje z Hiobem / Spotkanie 5 / DEPRESJA - DUCHOWA BEZDOMNOŚĆ

0
Rekolekcje z Hiobem / Spotkanie 5 / DEPRESJA - DUCHOWA BEZDOMNOŚĆ

Hi 3, 1-5;  24-26

Wreszcie Hiob otworzył usta i przeklinał swój dzień. 

Hiob zabrał głos i tak mówił:

«Niech przepadnie dzień mego urodzenia i noc, gdy powiedziano: "Poczęty mężczyzna".

Niech dzień ten zamieni się w ciemność, niech nie dba o niego Bóg w górze.

Niechaj nie świeci mu światło, niechaj pochłoną go mrok i ciemności.

Niechaj się chmurą zasępi, niech targnie się nań nawałnica.

Płacz stał mi się pożywieniem, jęki moje płyną jak woda,

bo spotkało mnie, czegom się lękał, bałem się, a jednak to przyszło.

Nie znam spokoju ni ciszy, nim spocznę, już wrzawa przychodzi»


 

DEPRESJA - DUCHOWA BEZDOMNOŚĆ

Hiob, dotknięty chorobą, opuścił dom i obrał sobie za siedzibę miejsce poza osadą, gdzie wyrzucano odpadki, śmieci i popiół. Równy był żebrakom i trędowatym szukającym tam pożywienia. Teraz szatan zajmie się duszą Hioba. Będzie się w nią wkradał, drążąc ją smutkiem, otępiającą samotnością i wewnętrznym rozdarciem. Podczas długiego milczenia na wysypisku miał Hiob mnóstwo czasu, by dumać nad swoim nieszczęściem. Choć jego początkowa reakcja była wspaniałomyślna, teraz już wie, że nie jest tak silny, jak mu się wydawało. Z głębi zranionego serca rozlega się krzyk, żałobna lamentacja. Wpada w rozpacz. Czuje się bezsilny i schwytany w pułapkę. Cierpi każdym włóknem swego ciała. Jest przerażony zgiełkiem, który targa jego wnętrzem, chaosem rozumu i uczuć. Wartości, które dotychczas konstytuowały jego życie, nagle stanęły pod znakiem zapytania. Wrzody zniekształciły jego twarz, ale bardziej jeszcze zmieniła ją wewnętrzna zgryzota. Czy wciąż jest tym samym Hiobem? Jak ma dalej żyć, czym się kierować, jakich wartości bronić, gdzie poszukiwać sensu?

Kiedyś młodzież ustępowała na jego widok, starcy się podnosili, a książęta kończyli swe mowy. Teraz nawet jego bracia trzymają się z daleka, znajomi stronią od niego, krewni go opuścili, przyjaciele zapomnieli, słudzy go ignorują, żona odrzuciła, a ci którzy kochali – teraz nienawidzą. Wie, że utracił wszystko i wszystkich; czuje, że może utracić siebie samego. Wyniszczają go niewypowiedziane lęki, które niweczą jego dostojeństwo i pozbawiają szczęścia. Skarży się na Boga, który nie odpowiada na jego głośną skargę i obojętnie patrzy na jego cierpienia. Całe jego wnętrze wydaje się wrzeć, jego uczucia są wzburzone, zżera go ciężkie brzemię nieszczęścia i głuchy, gryzący żal. Jego dusza żałośnie kwili, jego wnętrze zawodzi i wyje.

Co się dzieje, kiedy zbyt wiele podobnych nieszczęść uderzy w człowieka – tego sprzed setek lat i tego współczesnego, który często nawet słabiej niż kiedyś jest do tego przygotowany? Bezsilność, rozpacz, przygnębienie – a może poszukajmy bardziej współczesnych określeń – frustracja, depresja, rozchwiana tożsamość, egzystencjalna pustka, życie bez sensu… Oto terminy zbyt często, niestety, pojawiające się w dzisiejszej rzeczywistości, którą nie bez przyczyny nazywa się rzeczywistością społeczeństwa depresyjnego. Depresja to choroba naszego czasu. A potwierdza to nasza codzienność.

Wielu ludzi męczy obawa o przyszłość, społeczne niepokoje, liczne żądania i problemy materialne. Poważnie ogranicza ich ciasne mieszkanie oraz wyczerpujące tempo życia – zwłaszcza jeśli do godzin spędzanych w pracy doliczyć męczące dojazdy. Nieludzki rozkład zajęć zakłóca życie rodzinne. Jednocześnie natrętna reklama nieustannie prowokuje. Wszystko to zanurzone w atmosferze, która – obok niezaprzeczalnych porywów dobroci, współczucia i solidarności – sprzyja postawie każdy dla siebie, egoizmowi, indywidualizmowi, nieufności, agresji. Zanikają tradycyjne – rodzinne, moralne i społeczne – punkty odniesienia. Wielu popada w przygnębienie, bezradność, marazm i samotność. Pożądamy błogostanu, świętego spokoju, azylu. Im więcej pustki i zła dostrzegamy w sobie i wokół siebie, tym szybciej chcemy się przed nim ukryć, zapomnieć, zaprzeczyć, grzecznie i bezmyślnie trawiąc to, co podrzuca nam, ceniąca w nas jedynie konsumentów, wyjałowiona cywilizacja. Niszczy banalna niepewność, coraz bardziej dostrzegalny kryzys tożsamości, nieufność i duchowa bezdomność.

Żyjąc w świecie coraz większej precyzji i wymaganego perfekcjonizmu, nie masz odwagi być niedoskonałym. Wygórowane ambicje podporządkowują cię nieludzkim i niemożliwym do realizacji celom. Nieprzezwyciężony i niezrozumiany smutek, niespełnione tęsknoty i nadzieje, targająca wnętrze burza sprzeczności i paraliżujący lęk strasznie dołują. „We mnie jest piekło! Moje życie staje się nieznośne, a śmierć jest dla mnie jedynym wybawieniem…” – powie cierpiący na głęboką depresję. „Zżera mnie rak duszy!” – określi ktoś inny. Wieki wcześniej mnisi z zadziwiającą gwałtownością mówili o acedii, że to „śmiertelna trucizna, śmierć dla duszy i ducha; przedsmak piekła”. Tych depresyjnych nieszczęśników – od Hioba po dziś dzień – dzielą wieki, ale ból, żałość i pragnienie są takie same. To samo bowiem ich męczy, to samo niszczy, to samo zamienia ich życie w piekło.

Jeśli mamy do czynienia z silną depresją, to nie powinniśmy się wstydzić ani unikać ściśle fachowej pomocy, choć ogromnie ważna jest także obecność osób bliskich – wrażliwych i mądrych – które pomogą przeżyć depresję, w odpowiednim momencie podając chusteczkę, kiedy indziej zaś podprowadzając chorego do właściwego specjalisty. Jakże ważna jest obecność i opieka najbliższej rodziny, towarzyszenie kogoś, kto okazywaną cierpliwością, serdecznością i wyrozumiałością podnosi na duchu, podaje leki, ustala właściwą poprzeczkę wymagań, dodaje otuchy swą wiarą, że depresja jest przemijająca.

Z całą pewnością należy zajmować się konkretnymi cierpiącymi ludźmi – i czynić to z fachowością, uczciwością a zarazem delikatnością i czułością. Niezależnie jednak od tego, powinniśmy również, a może przede wszystkim, próbować dotrzeć do zatrutych źródeł współczesnego świata, aby jakoś zaradzić jeszcze szerszemu problemowi niż depresja, owemu wewnętrznemu schorowaniu współczesnego człowieka cierpiącego na życiową pustkę, tożsamościowo rozbitego i zmagającego się o miejsce Boga w swoim życiu.

Oczywiście nie wiem, do kogo teraz moje słowa docierają. Jeśli jesteś człowiekiem prostym i szlachetnym, to proszę cię po prostu: dbaj o siebie i swoich kochanych, żyj wiernie i uczciwie, choćby za tę uczciwość przyszło ci nieraz solidnie zapłacić. To co robisz i jak to robisz jest być może niewielką, ale szalenie istotną cegiełką w budowaniu tego naszego świata. Wielkie jednak zadanie stoi przed ludźmi licznych dziedzin nauki: przed filozofami, etykami, antropologami, socjologami, teologami, przed wszystkimi odpowiedzialnymi za wychowanie młodych ludzi… Być może teraz mnie słuchacie. To wy – szanowni państwo – w dużej mierze jesteście odpowiedzialni za właściwą wizję człowieka we współczesnym świecie. Wszystkim nam potrzebny jest solidny rachunek sumienia. Nie zrywajmy z naszą tradycją, która coraz częściej bywa traktowana jako niepotrzebny balast. Wielkie zadanie stoi przed osobami rządzącymi naszymi społecznościami i naszym państwem, przed ludźmi biznesu, a także przed krytycznymi a uczciwymi historykami odpowiedzialnymi za pamięć o naszych korzeniach.

To wszystko szykuje jakby platformę, na której wzrasta współczesny człowiek. Tworząca tę platformę jasna hierarchia wartości, właściwa wizja osoby, szacunek dla życia i rodziny, klarownie sprecyzowane podstawowe życiowe cele, zapobiegają moralnej dezorientacji i są przestrzenią rozwoju dojrzałej osobowości i szczęśliwego życia. Ważne zadanie mądrych wychowawców, nauczycieli i osób duchownych upatruję w wyrabianiu czujnego sumienia, a to wymaga powrotu do duchowości, do autentycznej postawy religijnej połączonej z duchem modlitwy. Kiedy człowiekowi zaczyna brakować Ducha – tak – Ducha Świętego, wówczas zaczynają go otaczać puste przedmioty, a wtedy też wszystko, co robi, jest mechaniczne i bez życia. Bez Boga jesteśmy podobni do dziecka porzuconego przez swoich rodziców. Leczenie próżni życiowej jest w istocie szukaniem ojcowskiej miłości Boga. Jeśli nie staniemy na wysokości zadania, to zastąpią nas w budowaniu tego świata fałszywi wspomożyciele niedoli podpowiadający szybkie i doraźne rozwiązania, prowadzący przez ślepe uliczki pseudonaukowości czy pseudoduchowości.

Już połowa Wielkiego Postu za nami. Wszystkim nam potrzebny jest solidny wielkopostny rachunek sumienia. Uczyńmy go każdy osobiście, mając przed oczyma zrozpaczonego Hioba, któremu obsunął się grunt pod nogami, Hioba błagającego o pomoc Boga i człowieka.


 

Zobacz wersję wideo:

Posłuchaj podcastu:

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl